Ta strona wykorzystuje pliki cookies m. in. w celach dostosowania do potrzeb użytkowników, poprawy bezpieczeństwa, statystycznych i reklamowych. Możesz zmienić ustawienia obsługi cookies w przeglądarce internetowej. Korzystając z naszych stron bez zmiany tych ustawień wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej na temat polityki cookies »

Zakmnij
Facebook Twitter Youtube Instagram Issuu Flickr

Loading script and Flickr images

Wywiad Tygodnia

Z głową i wizją

Fot. Jacek Mielcarzewicz

Rozmowa z Wiesławem Zajączkowskim, wieloletnim dyrektorem Muzeum Archeologicznego w Biskupinie

 

Jak się zaczęła pańska przygoda z muzeum?

 

Było to 45 lat temu, pamiętam nawet dzień kiedy przyjechałem do Biskupina po raz pierwszy.

Biskupińskie muzeum było wtedy oddziałem Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Prof. Rajewski, dyrektor Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie, zabrał mnie do Biskupina dokładnie w moje urodziny, które w związku z tym świętowałem dzień wcześniej. Kiedy jechałem z nim szarą wołgą nieco bolała mnie głowa, bo urodziny połączyliśmy z pożegnaniem z kolegami – rozjeżdżaliśmy się, by pracować w rożnych miejscach. Ale profesor nie odpuszczał, kazał mi przeczytać trzy sprawozdania biskupińskie, a potem szczegółowo mnie z nich odpytał. Niemal co odpowiedź to była skucha, dojechałem więc suchy i zziajany. Na szczęście na miejscu szybko odkryłem bar, w którym sprzedawali zimne piwo.

 

Kiedy krótko potem prof. Rajewski zmarł, znalazłem się na rozdrożu – zastanawiałem się co dalej, chciałem wyjeżdżać. Przytulił mnie odkrywca Biskupina pan Walenty Szwajcer, który był dobrym duchem tutejszych wykopalisk. Powoli wchodziłem w obowiązki, zostałem zastępcą kierownika oddziału, w wieku 32 lat kierownikiem, a potem, przypadkowo kompletnie, zostałem dyrektorem, bo po reorganizacji placówka znalazła się w innym województwie, więc należało ja usamodzielnić.

 

Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej dla MA w Biskupinie, fot.  z arch. Muzeum Archeologicznego w Biskupinie

 

To nie był przypadek – to był palec Boży!

 

Myślę, że miałem dużo szczęścia do ludzi i generalnie szczęścia. Oczywiście, stała za tym praca, nigdy się nie obijałem, starałem się robić wszystko z głową oraz wieloletnimi planami i wizją. Pracowaliśmy wtedy za tak śmieszne pieniądze! Bywało, że poświęcałem wakacje by dorobić do biednej muzealnej pensji. Odetchnąłem dopiero jak zostałem dyrektorem. A pensje w muzealnictwie są nadal szalenie skromne.

 

To jeszcze chwilę powspominajmy. Co uważa pan za najważniejsze osiągnięcia i kamienie milowe w historii muzeum?

 

Myślę, że mianem kamieni milowych można określić powstawanie kolejnych rekonstrukcji. Poza znaną wszystkim osadą bagienną mamy teraz także wioskę wczesnośredniowieczną, której rekonstrukcja była efektem badań prowadzonych w latach 50-tych, i repliki długich domów neolitycznych sprzed 6 tysięcy lat. Do tego przebudowa budynku samego muzeum, budowa centrum obsługi ruchu turystycznego z salami edukacyjnymi - Biskupin stale się zmienia i myślę, że do końca mojej tu pracy tak będzie. Obecnie budujemy budynek restauracyjny - zakończenie tej inwestycji pozostawię już mojemu następcy.

 

Z Biskupina, który pamiętam sprzed 45 lat, praktycznie nic nie zostało, zmieniło się wszystko. Ktoś, kto nie był w Biskupinie choćby pięć lat zobaczy to miejsce kompletnie innym. Rezerwat się rozrósł, kilka lat temu pozyskaliśmy jeszcze 10 hektarów, więc w tej chwili zajmuje 35 hektarów i trzeba dodać do tego 70-hektarową strefę ochronną.

Festiwal Archeologiczny 2017, fot. z arch. Muzeum Archeologicznego w Biskupinie

 

Sporo odbieraliśmy też najróżniejszych nagród. Szczególnie ważna była Europa Nostra – to taki Nobel w kulturze. Duże dla mnie przeżycie, gala w Sztokholmie z udziałem szwedzkiej rodziny królewskiej, duńskiego księcia Henryka i komisarza Unii Europejskiej. Ubrałem się stosownie i godnie, we frak (był trochę za ciasny) z szerokim pasem i eleganckie lakierki (były trochę za duże). Zostałem wyczytany jako pierwszy, księżniczka Magdalena wyciągnęła do mnie rękę, którą oczywiście pocałowałem, co wywołało szum na sali. Było to niezgodne z protokółem, a poza tym zostało przez Szwedów odczytane jako gest wiernopoddaństwa. A kiedy unijny komisarz, który był Słowakiem, pogratulował mi po polsku, w ogóle zgłupiałem.

 

Jesteśmy też nagradzani za naszą działalność związaną z turystycznym udostępnianiem obiektu. Jako jedni z pierwszych, w 2004 roku, dostaliśmy certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej – mamy ten certyfikat jako festyn, jako muzeum i jako jeden z najważniejszych punktów na szlaku piastowskim. Najbardziej denerwujące dla mnie jest to, że zostaliśmy uznani za produkt turystyczny, a jako żywo Biskupin produktem turystycznym nie jest. Nie akceptuję tej nowomowy, opowieści o „produktach” i „narzędziach”, które mają je „promować”. To totalna bzdura, slang, bełkot ludzi, którzy niewiele robią, ale sporo opowiadają, nie bardzo się przejmując, że chodzi przecież o ochronę dziedzictwa kulturowego, o edukację – i nie bardzo zresztą wiedząc, jak się to robi. Kiedy się mówi o Biskupinie jako o „produkcie turystycznym” gorąco protestuję.

 

To opowiedzmy jeszcze o festiwalu archeologicznym – jednym z największych sukcesów muzeum i pana – jego pomysłodawcy.

 

Pomysł rzucił doktor Aleksander Bursche (obecnie profesor) z Uniwersytetu Warszawskiego, podczas jakiejś degustacji miodówki, napoju propagowanego przez odkrywcę Biskupina Walentego Szwajcera. Było to na początku lat 90-tych. Pierwszy festyn zrobiliśmy w rok po śmierci Walentego Szwajcera - w ciągu dziewięciu dni odwiedziło go 38 tysięcy ludzi. Ponieważ nie było wówczas w kraju takich imprez, mogliśmy liczyć na wiele, i to za dziękuję - wspomagała nas agencja Saachi & Saachi, mieliśmy otwarte łamy mediów, papierowych i elektronicznych. Po dwóch latach mieliśmy już 70 tysięcy odwiedzających.

 

Festiwal Archeologiczny 2017, fot. z arch. Muzeum Archeologicznego w Biskupinie

 

Od nowego roku przechodzi pan w zasłużony stan spoczynku.  

 

Ja i tak jestem już stanowczo przeterminowany, 65 lat skończyłem 4 lata temu. Wydaje mi się, że jest taki moment, kiedy trzeba powiedzieć sobie „pas” i dać szansę młodym ludziom. Kiedyś muszą przecież osiągać sukcesy na własny rachunek.

 

Warunki konkursu na nowego dyrektora, do którego zgłosiły się cztery osoby, w tym jedna z mojego obecnego składu, były dość wyśrubowane. Nie chciałem, żeby został nim ktoś przypadkowy. Pan marszałek zgodził się z moją sugestią, że szef tak ważnej instytucji musi mieć co najmniej doktorat. Byłem mile zaskoczony, że powołał mnie potem w skład komisji. Wiem, że nie jest to postępowanie standardowe.            

 

Czy ma Pan skonkretyzowane plany na ten nowy okres w życiu? Napisze Pan książkę, zajmie się pracą naukową?

 

Na razie kończę budowę swojego domu, który buduję tuż za płotem muzeum. Mam nadzieję, że nie skończę całkowicie z pracą w muzeum. Mogę służyć, jeśli tylko nowy dyrektor będzie chciał, doradztwem, mogę się zajmować jakimiś projektami. Muszę też zadbać o zdrowie – czterdzieści kilka na kierowniczym stanowisku robi swoje. Ale niczego nie żałuję.

 

Napisałem już kiedyś książkę złożoną z wywiadów z panem Walentym Szwajcerem. Uważam, że jest to pozycja świetna. Można się pośmiać i popatrzeć jak wyglądał Biskupin oczami odkrywcy. Gdyby ktoś chciał zrobić coś takiego ze mną, jestem otwarty.   

 

Dyrektor Zajączkowski podczas kolejnych edycji Festiwalu Archeologicznego, fot.  Jacek Mielcarzewicz    Dyrektor Zajączkowski podczas kolejnych edycji Festiwalu Archeologicznego, fot.  Jacek Mielcarzewicz

Dyrektor Zajączkowski podczas kolejnych edycji Festiwalu Archeologicznego, fot.  Jacek Mielcarzewicz      Dyrektor Zajączkowski podczas kolejnych edycji Festiwalu Archeologicznego, fot.  Jacek Mielcarzewicz

 

24 listopada 2017 r.

BIP Kujawsko-Pomorskie konstelacje dobrych miejsc